Witaj Grażynko.Przepraszam za ciszę ,,w eterze",ale przez ostatnie 2 dni miałem nawrót moich ,,ulubionych chorób".Mój kręgosłup dał mi tak ,,popalić",że ledwo mogłem się zwlec z łóżka,żeby pójść do łazienki.Dziś na szczęście jest już nieco lepiej i mogę w końcu odrobić ,,zaległości" w korespondencji.Cieszę się,że w końcu i u Ciebie kaloryfery ,,obudziły się z letargu"
.Te ciągłe zmiany pogody żle na mnie wpływają.Dawniej tego zjawiska wogóle nie odczuwałem.Dziś niestety już tak się nie dzieje i o każdej zmianie pogody jestem ,,powiadomiony" przez swój układ kostny szybciej,niż satelity pogodowe wszystkich ,,pogodynek" razem wziętych do kupy.Nawet ,,antidotum" na moje schorzenia,czyli rower w taką pogodę odpadają.Po prostu nie lubię jeżdzić w deszczu i pod wiatr,a wycieczki dookoła bloku to mnie raczej nie pociągają.Pozdrawiam. wOJTAs