Dobrze,że jest to Nasze Forum na którym zawsze człowiek zrozumie człowieka,znajdzie pocieszenie i usłyszy słowa otuchy,czego nie można powiedzieć o ,,patologicznym" forum PUE.Jak się popatrzę z dystansu na tą ,,kloakę",to oczami wyobrażni widzę analogię do sytuacji rodem z ,,Wiejskiej".Wszędzie ,,wyścig szczurów",haki,podkładanie ,,świni",zawiść i chamstwo.Czasami naprawdę muszę się powstrzymywać przed odruchami wymiotnymi.Wcale się już nie dziwię aktualnej sytuacji w Naszym Kraju,skoro garstka poszkodowanych przez zły los ludzi,rzuca się na siebie jak stado wygłodniałych szakali.O tolerancji,współczuciu czy dobrym słowie można tylko pomarzyć.Przykre to wnioski,ale niestety prawdziwe.Myślę czasami,że ludzie zbyt szybko zapomnieli o okropieństwach ostatniej wojny i powraca jak zły sen sytuacja z przed wojny,gdy panował ,,Wielki Kryzys",a ludzie byli dla siebie jak wilki.W takich okolicznościach historycznych nie trudno przewidzieć ciąg dalszy.Z rozrzewnieniem wspominam czasy ,,dzieci-kwiatów",hippisów i wszechogarniającej tolerancji.Niestety w 68 byłem jeszcze za młody na ,,wycieczkę" na festiwal w Woodstock,ale kilka lat po nim przechodziłem przez ,,etap" bycia hippisem i tamte wydarzenia wiele mnie nauczyły.O muzyce tamtych lat można by pisać,pisać i pisać.Kto nie zna Jimi Hendrixa,Janis Joplin,Gratefull Dead,Jefferson Airplane,Mamas & Papas,że o Joe Coker*ze już nie wspomnę.To były piękne,twórcze i dobre czasy( mimo wojny w Wietnamie,a póżniej w Korei).Ludzie potrafili się kochać,szanować i być bezinteresowni.Dziś taki stan rzeczy jest absolutnie niemożliwy,z wiadomych powodów.Wszędzie pośpiech,bieganina i dążenie do zaspokojenia ,,chorych ambicji".Do tego konsumpcyjny styl życia,narzucony Nam przez wielkie korporacje i rządy mafijnych oprychów(ukłon w kierunku Jarka).Nasuwa sie więc pytanie - ,,Jak tu dalej żyć(panie premierze D.T.)?.Kiedyś znałem odpowiedz na to pytanie.Love Hard,Live Fast,Die Young.Dziś to nie przejdzie.No bo jak tu kochać mocno,jak nie ma kogo,jak tu żyć szybko jak życie bez pracy i co za tym idzie celu w życiu dłuży się niemiłosiernie.O tym żeby umierać młodo też nie ma mowy,bo jak się ma 50 lat na karku,to nie jest się już młodym.Choć w moim wypadku nie jest jeszcze z tą starością tak najgorzej
.Z tamtych hippisowskich czasów jedynie hasło ,,GIVE PEACE TO CHANCE" jest nadal aktualne i ,,na czasie".Za ,,małolata" nawet przez myśl mi nie przemknęło,że za 30-40 lat wszystko się tak pochrzani.Ciężko się żyje,z takim ,,bagażem doświadczeń" i świadomością własnej bezsilności wobec nieuchronności następujących po sobie zdarzeń.A WY co o tym wszystkim sądzicie.Pozdrawiam. wOJTAs.